Gdy miną ząbkowanie, kolki, adaptacja w przedszkolu czy pierwsze trudności w szkole, na rodziców czekają nowe wyzwania związane z życiem z nastolatkiem. Nieraz nie jesteśmy na nie gotowi, bo są kompletnie inne od tych dziecięcych, a ponadto przecież mamy przed sobą „prawie” dorosłego człowieka.
Autorki: Joanna Marczyszyn-Berendt i Aneta Stępień
Samodzielnie się porusza, odżywia, ogarnia szkołę. Na czym więc polegają trudności wieku dorastania? Gdy na warsztatach czy w mediach społecznościowych dzielimy się doświadczeniami z życia z nastolatkami i budowania z nimi relacji, wiele osób odpowiada, że to trudny proces, nawet bardzo trudny i że brakuje im zasobów, pomysłów.
Czas dorastania dzieci to duża zmiana
Czas dorastania dzieci to duża zmiana, i dla nich, i dla nas jako rodziców.
Jak przez mgłę, a nieraz całkiem dobrze, pamiętamy siłę oddziaływania „NIE” dwulatka. Dążenie do autonomii, niezależności oraz towarzyszącą temu zmienność nastrojów małego dziecka. Teraz podobne zachowania wracają (i wiele nowych) z siłą niemal huraganu, bo i dziecko jest większe i sprawy poważniejsze. Zderzamy się z częstym NIE, sprawdzaniem, a może nawet bardziej szukaniem przez nastolatka swoich i naszych granic. Dodatkowo, mocno przeżywamy, jako zaangażowani rodzice „odklejanie się” dzieci od nas. W ramach procesu rewidowania wartości i autorytetów, my rodzice przechodzimy w odstawkę, a na pierwszy plan wchodzą idole i rówieśnicy.
Nasze zdanie przestaje się liczyć. Przegrywamy z kolegami i przyjaciółmi naszych dzieci w wyborach dotyczących sposobów spędzania wolnego czasu, wakacji.
Tematy, z którymi się teraz borykamy są naprawdę poważne i wkraczające w sferę bezpieczeństwa, a nieraz nawet życia młodego człowieka – pory powrotów z nocnych wyjść i imprez, częste nieobecności w domu, dziwne znajomości, definiowanie siebie poprzez nowe, czasem ryzykowne zajawki, testowanie używek, naśladowanie idoli itp.
Dziecko przeobraża się w młodego dorosłego razem ze stylem bycia. Pojawia się nowy sposób wyrażania siebie, a wraz z nim nieraz trudny do zrozumienia i jeszcze trudniejszy do zaakceptowania język i słownictwo.
Wraz ze wzrastającym dążeniem do samostanowienia i niezależności, obserwujemy z niepokojem strategie młodych na łączenie pasji i zabawy z nauką i odpowiedzialnością za swoją przyszłość. Coraz częstszym tematem domowych dyskusji jest kwestia wnoszenia wkładu i bycie częścią wspólnoty, jaką jest dom i rodzina. Im bardziej oni stają się samodzielni i autonomiczni, tym bardziej my byśmy chcieli współpracy i współodpowiedzialności za domowe obowiązki, a z tym jest niełatwo, bo to nowe reguły gry i nowe nawyki, a ponadto życie poza domem pochłania ich bez reszty.
Wyzwania się zmieniają a siła relacji pozostaje stała
Pojawiają się w związku z tym nowe wyzwania do przekroczenia, nowe decyzje do podjęcia, nowe zasady do ustalenia w rodzinie, zarówno między rodzicami, jaki i między rodzicami i nastolatkiem. Jedno natomiast się nie zmienia – siła i rola relacji.
Czas dojrzewania dzieci to okres, kiedy potrzebujemy na nowo poukładać się ze sobą i dookreślić, jakim chcemy być rodzicem. Rola rodzica się bowiem radykalnie zmienia. Dziecku już nie potrzebny jest ktoś, kto edukuje, napomina, dyscyplinuje, zakazuje. Potrzebuje bardziej sparring partnera czy coacha, który z miłością i życzliwością będzie wspierał je w określaniu siebie i budowaniu swojej tożsamości, pokazywał na czym polega życie dorosłego, z czym się wiąże odpowiedzialność za siebie i innych, uświadamiał konsekwencje różnych wyborów. To także czas, kiedy u młodego człowieka wybrzmiewają silnie potrzeby zaufania, autonomii i przygody, co znajduje wyraz w tendencji do eksperymentowania, testowania granic, ryzykowanych zachowań.
Dlatego też kluczowy dylemat opiekunów nastolatków to: jak zadbać o życie i bezpieczeństwo młodego człowieka, uwzględniając jego potrzeby i przemiany rozwojowe. Jak pokazać nastolatkowi, że jego potrzeby są ważne, że on jest ważny, że mu ufamy i jednocześnie działać w zgodzie ze sobą oraz potrzebą troski i ochrony.
Kontakt ze sobą pomaga zatrzymać się i świadomie wybierać co robimy
By móc działać w zgodzie ze sobą, konieczne jest, aby mieć kontakt ze sobą. Ważne, by umieć się zatrzymywać w kołowrotku codzienności, odłożyć na bok powinności, oczekiwania i stereotypowe zachowania oraz zaglądać do swojego serca. Sprawdzać, co czujemy – może jest w nas lęk, może pogubienie, może złość i irytacja. Każda z tych emocji jest ważną informacją o naszych rodzicielskich potrzebach w relacji z nastolatkiem.
Być może kiedy się złościmy czy irytujemy to dlatego, że tęsknimy za rozmową, za byciem wziętym pod uwagę? Bo trudno nam patrzeć na przeważnie zamknięte drzwi do pokoju córki czy syna i kolejny raz słyszeć, że zapomniał, co obiecał?
Być może jesteśmy sfrustrowani bo pomimo, że chcemy szukać rozwiązań ‘wygrana-wygrana’, to czasem brakuje nam cierpliwości i sięgamy po zakazy, nakazy, oceny, które jeszcze bardziej utrudniają dogadanie się z młodym człowiekiem?
Być może martwimy się, bo chcemy jak najlepiej wesprzeć nasze dziecko w drodze ku dorosłości, chcemy oszczędzić mu błędów, których sami doświadczyliśmy w życiu, chcemy by jego przyszłość była lepsza, spokojniejsza?
Dlatego trudno nam zaufać niektórym wyborom i decyzjom nastolatka, chcemy go chronić i okazywać troskę, a wówczas nastolatek się od nas oddala, oskarża o brak zaufania i jeszcze bardziej próbuje stawiać na swoim.
To, co robimy jako rodzice, czy to małych czy dużych dzieci wynika z prób zaspokajania arcyistotnych potrzeb – naszych potrzeb rodzicielskich – troski, wsparcia, miłości, ochrony – jak najlepszego wypełniania swojej roli rodzica.
Jednocześnie jesteśmy zaskoczeni, gdy nagle, prawie z dnia na dzień, to okazuje się dla nich przytłaczające, nadmierne, można odnieść wrażenia, że niepotrzebne. Wynika to z tego, że oni w swoim procesie dojrzewania przygotowują się do samodzielnego życia we wspólnocie, którą będą stanowić bardziej ich rówieśnicy niż my. I będą musieli sobie poradzić bez nas opierając się przede wszystkim na sobie i podejmując najlepsze możliwe wybory i decyzje. Do tego się teraz przygotowują pod naszym okiem, wychodząc powoli z dziecięcej zależności od nas. Dlatego potrzebują naszego zaufania i akceptacji dla ich prób i eksperymentów.
Gdy mamy tego świadomość, łatwiej jest otworzyć serce na młodego człowieka. Zobaczyć w nim odrębną i wyjątkową istotę, która ma swoje opinię, swoje preferencje, swoje potrzeby i swoje błędy do popełnienia w życiu. I zachwycić się nią.
„Wasze dzieci nie są Waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy Życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z Wami,
a mimo wszystko do Was nie należą.
Możecie dać im miłość-
lecz nie wasze idee, ponieważ oni mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom-
ale nie ich duszom,
ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego Wy nie możecie odwiedzić
nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się w dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego Wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały rzucone naprzód.
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
aby strzały mogły poszybować szybko i daleko,
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą
i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.”
Gibran Kahlil




