Życie jest zbyt cenne i zbyt krótkie, by odkładać ważne dla nas jakości na “potem”

Wakacje to dla niektórych z nas wyczekany czas odpoczynku, zwolnienia tempa życia, realizacji aktywności odkładanych nieraz przez długie miesiące. Ale wakacje to też czas, kiedy – nieraz dłużej niż w roku szkolnym – jesteśmy razem, całymi rodzinami. Czasem wkrada się stres i niepokój, jak te dwa miesiące zagospodarować dzieciom i młodzieży, jak pogodzić wyjazdy z natłokiem zadań w pracy. To także okazja do lepszego poznania siebie i swoich bliskich – pobycia ze sobą, bez codziennego pośpiechu, porozmawiania na różne tematy – lepszego poznania się.

Mamy różne modele spędzania wakacji. Nie mam jednak na myśli tego, czy wybrać góry, czy morze. Bardziej jednak, ile w tym, co robimy na wakacjach, jest nas samych. Na ile chcę być aktywna, a na ile wybieram spokój i wyciszenie. I oczywiście tyle wyborów, co ludzi, bo mamy różne preferencje. A jednocześnie dla mnie kluczowe jest to, na ile wybieramy świadomie, a na ile jakoś płyniemy w tych wyborach z prądem.

Ostatnio od menadżerki, z którą pracuję pól-żartem pół-serio, usłyszałam: „Muszę odpocząć po urlopie”. Na te wyczekane wakacje zaplanowała sobie tyle aktywności, że choć głowa i umysł faktycznie się odcięły od codzienności i zresetowały, to ciało po powrocie było bardzo zmęczone. Było to szczególnie ważne i w pewien sposób trudne, gdyż po powrocie czekała na nią przeogromna sterta maili i zadań na cito.

Wiele rzeczy (pasji, sportów, hobby, aktywności życiowych, kursów rozwojowych itp.), które robią moi znajomi mi imponuje, ciekawi, inspiruje. Pojawiają się nieraz myśli „o, też bym tak chciała”, „może kiedyś i ja…”. A jednoczenie, chyba przez wiek, ale też ze względu na moją życiową drogę, chcę wybierając swoje aktywności zatrzymać się i wsłuchać w siebie. Dostrzec, czego ja tak naprawdę chcę i potrzebuję w danym momencie, a nie co fajnego robią inni.

Chcę też realnie popatrzeć na siebie: na to, co jest dla mnie możliwe, na to czego ja chcę, co podpowiada mi moje ciało, co podszeptuje intuicja.

Szukam nieustannie – można powiedzieć – balansu w życiu i to na różnych poziomach. Balansu życie-praca, balansu ja-inni, balansu ciało-umysł, balansu myślenie-doświadczanie i równowagi na wielu innych poziomach.

Kiedyś tak może nie było, ale od kilku lat mogę powiedzieć, że lubię siebie taką, jaką jestem. Stale coraz lepiej poznaję i rozumiem siebie, oraz uczę się uwzględniać to, co dla mnie ważne. Czasem sama do siebie mówię, że „już nie czas, by odkładać to, co dla mnie ważne na później”. Chcę systematycznie, w ramach swoich możliwości, dbać o te jakości w życiu, za którymi tęskni moje serce.

Jeśli potrzebuję w życiu wspólnoty, „watahy żyraf”[1]grupy osób, gdzie mogę być sobą, gdzie jestem widziana i przyjmowana, gdzie czuję, że mogę dawać i mogę tez otrzymywać, gdzie przynależę, gdzie jest miejsce na łzy i śmiech aż do bólu brzucha. Nie chcę czekać, aby doświadczyć czy doświadczać tych jakości wyłącznie na warsztatach NVC. Chcę realnie zacząć działać na rzecz zbudowania wokół siebie takiej wspólnoty, aby te ważne dla mnie jakości stały się realną częścią mojego życia.  I oczywiście nieraz zbudowanie własnej „watahy” zajmuje chwilę, a nieraz to jest proces, ale nie chcę z tej jakości zrezygnować. Pamiętam, jak na warsztatach, które prowadził twórca Kręgów Naprawczych – Dominik Barter – podkreślał on rolę budowania wokół siebie systemów wsparcia. Jeśli chcemy wspierać innych (a przecież każdego dnia wspieramy bliskich, dzieci, przyjaciół, a kiedy pracujemy z ludźmi to i klientów), potrzebujemy mieć łatwo i stale dostępną przestrzeń wsparcia dla siebie. Nie od święta, tylko w momencie, kiedy to jest potrzebne.

Porozumienie bez Przemocy do podejście, które w 2009 zmieniło moje życie i nieustająco zmienia. Jednak ta zmiana płynie nie z tego, że rozumiem NVC i znam narzędzia NVC. Oczywiście, wiedza – chociażby w pracy przy rozróżnieniach NVC – jest niezmiernie ważna. Jednak to, co ma moc wspierania mnie w zmianie, to doświadczanie i praktyka.

  • To obdarowywanie empatią siebie – regularnie ćwiczenie swojego „mięśnia empatii”, uważności na sygnały płynące z ciała, na swoje emocje, potrzeby i branie ich pod uwagę w codziennym działaniu.
  • To także regularne doświadczanie bycia wysłuchanym przez innych. Oczywiście, że w życiu nieustannie brakuje na to czasu i zasobów. A jednak, jeśli chcę dbać o jakościowy kontakt ze sobą i z innymi, nie wystarczy, że wiem czym jest empatia. Potrzebuję ją praktykować, ale też potrzebuję jej doświadczać. Bo z przepełnionym empatią sercem łatwiej otworzyć się na obdarowywanie empatią innych.

Dlatego na warsztatach NVC stawiamy z jednej strony na rzetelne wyjaśnienie podstaw NVC, celu, roli intencji, tego, czym jest kontakt, czym jest „bez przemocy”. Pracujemy także na kluczowych rozróżnieniach NVC by wiedzieć, co służy kontaktowi, a co potencjalnie może go utrudniać.

Ale…. Zaraz potem większość czasu warsztatowego doświadczamy, bo rozmowa choćby o najlepszym torcie czekoladowo-bezowym nie jest tym samym, co smakowanie kęsa tego cukierniczego dzieła.  Smakowanie NVC na sobie pomaga lepiej poznać siebie, doświadczyć konkretnych narzędzi NVC na sobie, by później w codziennym życiu wiedzieć jak z nich korzystać.

Czas warsztatowy, zarówno w wersji online, jak i stacjonarnie, to także okazja do doświadczenia bycia we wspólnocie, doświadczenia „watahy żyraf”. Dlatego zawsze namawiamy uczestników do praktyki w dwójkach pomiędzy modułami, a także do spotkań na teleklasach z trenerami, gdzie jest chwila by wymienić się refleksjami, pytaniami, a także – by wspólnie popraktykować narzędzia z poprzedniego modułu.

Dostaję nieraz maile z pytaniami: “od czego zacząć uczenie się NVC?”. Dla mnie ważnym elementem odpowiedzi na takie pytanie jest z jednej strony poznanie podstaw NVC i praca na kluczowych rozróżnieniach NVC w codziennym życiu, a z drugiej strony możliwość doświadczania i praktykowania zarówno na warsztacie, jak i w codziennym życiu, między modułami.

Życie jest zbyt cenne i zbyt krótkie, by odkładać ważne dla nas jakości na “potem”. Bo właściwie, kiedy jest to „potem”? I wcale nie zachęcam tutaj do życiowych rewolucji. Wręcz przeciwnie, do uświadomienia sobie tego, za czym tęskni serce i kroczek po kroczku dbania o te jakości w codziennym życiu. W rozmowie z sąsiadką. Na spacerze z psem. Pijąc ulubioną herbatę. Patrząc po całym dniu pracy na śpiących bliskich.